• Wpisów:247
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:15 227 / 1247 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ona bała się że go straci. Straciła go dwa razy a nawet wiecej. Miała jebana słabą psychikę. Nie wiedziała co ma zrobić. Za bardzo mu nie ufała bo zawiodła się pare razy. Ale uczucie było silniejsze. Kochała go jak nikogo innego. Cieszyła się jak go poznała i z nim była. Chce nadal z nim być ale nie wie czego on chce. Czeka na ten dzień który nie nadejdzie. Chce usłyszeć od niego te słowa. Chce przy tej okazji dostać kwiaty. Każda dziewczyna tak chce. Ona wie że tak nie będzie. Dalej w to brnie chociaż wie że jest na straconej linii. Przeniósł się do tej samej szkoły. Ona ma przeczucie że nowe towarzystwo go zmieni. Chce żeby ten dzień nastąpił szybko. Chce mieć pewność że on to samo czuje do niej. Chce po prostu czuć się jak każda dziewczyna która z zaskoczenia dostaje kwiaty i dostaje takie pytanie. Dziś nie wytrzymała. Poszła na cmentarz chociaż boi się bardzo ciemności. Płakała. Wyłączyła telefon. Poszła na grób do swojej mamy. Usiadła i zaczęła w myśli mówić co leży jej na sercu. Po paru sekundach czuła jak by ktos ją przytulił i był przy niej. Wzięła głęboki oddech i jej ulżyło. Te uczucie było nie do opisania. Pomyślała sobie że bedzie tam przychodzić jak będzie miała jakiś problem i nie będzie się wtedy bała że jest ciemno albo zimno.
  • awatar Emocjonalhard: Do życia trzeba się przyzwyczaić a to jest właśnie życie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Każdy w dzisiejszym dniu powinien iść do kościoła i na cmentarz. Ten dzień zdarza się raz na rok.nic nam sie nie stanie gdy pójdziemy się po modlić za osoby które odeszły i które kochamy. Zapalić tego znicza. Wziąść ze sobą rodzinę. Ja dziś byłam w kościele. Na cmentarzu właśnie wrocilam. Czemu tak późno? Dlatego, że lubię chodzić wieczorem z rodziną, znajomymi. Wtedy inaczej wszystko się czuje. Jutro idę do szkoły jak prawie każdy ale wieczorem idę do kościoła. Po mszy pójdę na cmentarz i po będę dłużej niż dziś. A wy byliście w kociele albo na cmentarzu?


 

 
Siedziała zawsze sama. Samotność to jej drugie imie. Nie ufała dla ludzi. Bała sie zranienia, odrzucenia i wyśmiania. Kochała ciemność. Chodziła na spacery późnymi godzinami. Uczyła sie średnio. Lubiła czytać książki. Ale szczęścia nie znalazła.
  • awatar niepotrzebna88: Hej Świetny blog^^ jeśli będziesz mieć czas i ochotę to wpadnij do mnie na bloga i zadaj pytanie w komentarzu do Q&A. Byłabym bardzo wdzięczna ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I jeśli wierzysz w to tak samo
To tak jak jeden plus dwa
Bo Twoje serce to ułamek – zawsze tworzy z kimś całość
Podaj dalej, a domino(?) poleci pomału
Nim obejrzysz efekt kuli śnieżnej poczujesz radość
Patrz jak leci tu by unieść wersy ku piedestałom
Wyceluje prosto w chmury niebieskim migdałem
Szczęście - łapię garściami
Bo życie jest z góry darem
Dumnym natury planem
Wiecznym, który spada deszczem
Który jest z nami, nawet po śmierci jeszcze
Bo nieśmiertelnym wszechświatem jesteśmy w części pierwszej
I nieważne wyznanie, podziały
Wszystko traci sens
Kiedy jeden organizm to ja i ty, ptaków śpiew
Podaj ją dalej
A powróci jak papier w butelce
Wyrzucony przez fale z oceanu szczęścia
Obiecuję i nie trzymam skrzyżowanych palców w ręce
Nienawiść chowając
Bez kropli żalu na cmentarz

Za wszystkich, którzy odeszli
Unieś Vitorię w powietrze
Póki tu ciągle jesteśmy
Trzymaj ją w górze
Dzisiaj nienawiść zabierzmy bez kropli żalu na cmentarz
I pochowajmy pomału, zakwitną róże
Za wszystkich, którzy w to wierzą
Razem nie damy im umrzeć
Bo Kwiaty, które nie więdną to dobrzy ludzie
I nawet, kiedy odejdą
Dalej będziemy energią, która powróci na pewno
Ja obiecuję Ci!

Krąg zawistnych słów otacza nas
I pcha się nam do ust
Gdy szukamy naszych ciał
Mijamy się często w tym mieście mgły
Ja chcę się od niej odbić
Niech wzmocni poczucie mocy mojej krwi

Czasu nie cofnę
Dlatego zanim w kalendarz kopnę
Łaknę poznać wszystko co istotne
Pragnę mieć wciąż blisko jedną z istot
Być z nią ponad wszystko
Zanim prysnę jak chwile ulotne
Wiadomo ze miłość buduje podczas gdy
Nienawiść rujnuje i defrauduje nasze chi
Ta suka i tak zapuka do każdych drzwi
Niezależnie kim jestem
Czy kim jesteś ty
Mamy marne dni, których nie chcemy pamiętać
Jak słone łzy na ostatnim przejściu przez cmentarz
Mamy czarne sny, które pragniemy spętać
Lecz psychika zamknięta to Achillesowa pięta
Szkoda czasu na kłótnie i spory
Lepiej podrasuj uśmiech
Daje ci fory
Wykasuj co smutne było do tej pory
Z jakim spotkasz się jutrem
Twoje wybory

Za wszystkich, którzy odeszli
Unieś Vitorię w powietrze
Póki tu ciągle jesteśmy
Trzymaj ją w górze
Dzisiaj nienawiść zabierzmy bez kropli żalu na cmentarz
I pochowajmy pomału, zakwitną róże
Za wszystkich, którzy w to wierzą
Razem nie damy im umrzeć
Bo Kwiaty, które nie więdną to dobrzy ludzie
I nawet, kiedy odejdą
Dalej będziemy energią, która powróci na pewno
Ja obiecuję ci!

I jeśli wierzysz w to tak samo
To tak jak jeden plus dwa
Bo Twoje serce to ułamek – zawsze tworzy z kimś całość
Ooo... Ja obiecuję ci!
Ja obiecuję ci!
Ja... Ja obiecuję ci!
 

 

77.

dopiero późną nocą, przy szczelnie zamkniętych oknach, gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości
 

 

76.

' i szczerze mówiąc to nigdy nie spodziewałam się , że wszystko to , czego szukam , zostało ukryte właśnie w Tobie .
 

 

75.

Jeśli moja nieobecność nie zmienia niczego w Twoim życiu, to moja obecność w nim też nie ma już żadnej wartości.
  • awatar vite passate Δ: czasami trzeba od kogoś odejść, by móc uświadomić mu, jak to jest bez nas..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"DBAJ O TO, ABY ŻYCIE MIAŁO ZAWSZE SENS."
Pewnej soboty dzwoni telefon.Odbieram.W słuchawce drżący i słabo słyszący głos pyta: "Czy możesz przyjść i zająć się dziećmi?". Mówię, że tak i odkładam słuchawkę.Ubieram się szybko i wychodzę. Dom sąsiadki jest blisko mego. Jakieś pięć minut piechotą. Idę tą samą drogą, co zwykle, jednak nie jest tak samo jak zwykle.Przez ten krótki czas przebiega mi przez głowę tysiąc myśli. Zastanawiam się, dlaczego wzywa mnie do dzieci, skoro sama jest w domu. Odczuwam dziwny niepokój, który towarzyszy mi zawsze w sytuacjach zagrożenia. Wiem, że sąsiadka jest ciężko chora. Przyjechała na przepustkę z warszawskiego szpitala onkologicznego. Jeździ tam regularnie, co dwa tygodnie na chemioterapię.Czyżby było już tak źle, że nie może sama zajmować się dziećmi?. Stoję przed drzwiami. Serce mam w gardle. Pukam. Nikt nie zaprasza. Ze strachem otwieram drzwi i wchodzę. W kuchni cisza. Nie ma nikogo. Przychodzę do pokoju i widzę panią Lucynę, leżącą na łóżku, prawie bezwładną. Obok siedzą dwie dziewczynki.Trzyletnia Monika i półtoraroczna Magda. Wpatrują się w matkę szeroko otwartymi oczami. Trzydziestoletnia kobieta, zwinięta w kłębek, leży bezsilna. Cera blada, lekko zażółcona.Włosy już odrastają po kolejnej chemioterapii. Z trudnością wypowiada każde słowo. Informuje mnie, że mąż musiał wyjechać na kilka godzin.Zabrał ze sobą dwoje starszych dzieci, ona nie ma siły, żeby zająć się dwiema pozostałymi dziewczynkami. Jest bardzo źle. Nigdy jeszcze nie widziałam jej w takim stanie, chociaż o chorobie wiem już od roku. Pamiętam ten dzień, kiedy pani Lucyna powiedziała mi o tym. Zupełnie zwyczajnie oznajmiła, że jest to "ziarnica złośliwa". Lekarze twierdzą, że można z tym żyć cztery do pięciu lat. Mówiła o tym jak o wyjściu do sklepu. Wiedziałam, że nie wróży to nic dobrego i jak kończą się takie choroby. Stoję nad łóżkiem i widzę, jak bardzo cierpi. Wychudzona i zmizerniała zwija się z bólu. Słyszę dziwny odgłos wydobywający się z jej płuc przy każdym oddechu. Trwam w bezruchu i patrzę. Nie potrafię nic zrobić. Są sytuacje, kiedy człowieka całkowicie paraliżuje bezradność. To jest właśnie ten moment.Wypowiadam tylko jedno zdanie, które mi przychodzi do głowy: "Gdybym mogła wziąć na siebie przynajmniej część tego bólu, zrozumiałabym to, by pani pomóc". Kobieta nic nie odpowiada. Nie mogę dłużej stać i patrzeć. Zabieram dziewczynki i wchodzę do drugiego pokoju. Przez ścianę słyszę dochodzące jęki. Zastanawiam się, co zrobić. Z minuty na minutę jej oddech staje się cięższy i sprawia jej ogromny ból. Zażarta walka z rakiem trwa. Ciągle nie wiadomo, kto zwycięży. Siedzę za ścianą i wiem, że w pokoju obok jest śmierć. Mijają godziny, a ja trwam w bezczynności. Po długim czasie oczekiwania wraca mąż. Krótko przedstawiłam sytuację. Decydujemy, że trzeba ją zawieźć do najbliższego szpitala. W przeciwnym razie nie przeżyje do poniedziałku, kiedy powinna wrócić na onkologię do Warszawy. Pomagam jej się ubrać. Z trudem zakładamy rajstopy, spodnie, bluzę. Ledwie trzyma się na nogach. Pomagamy jej wyjść. Jadą do szpitala. Zostaję z dziećmi. Znowu czekam. Wierzę, że w szpitalu pomogą. Dzieci są bardzo pobudzone i niesforne. Nie zadają sobie sprawy z powagi sytuacji. Do mnie też nie dociera, że może ona ju nie wrócić żywa ze szpitala. Opędzam się od natarczywych myśli. Po pięciu godzinach słyszę samochód. Ze strachem patrzę w okno, czy wysiadają oboje... Na szczęście są razem. Wróciła, znaczy, że żyje. Wchodzi do mieszkania, już o własnych siłach. Blada, ale znacznie ożywiona. W szpitalu podali jej kroplówkę. Mówi, że czuje się lepiej, ale jest troszkę zmęczona. Proponuję, żeby się położyła, zasnęła i na pewno wszystko będzie dobrze. Chociaż sama w to nie wierzę . żegnamy się. Wychodzę. W drodze powrotnej myślę o tym, że dziś ją jeszcze uratowali. Podali kroplówkę, przywrócili siły. Przydłużyli życie. Pytam na jak długo? O miesiąc, tydzień a może tylko o godzinę....?
LUCYNA DAWIDEJT, NAUCZYCIELKA SZKOŁY PODSTAWOWEJ W HUCIE, URODZONA 1965 ROKU. ZMARŁA 6 KWIETNIA 2000
PAMIĘCI LUCYNY DAWIDEJT.
J.W
[*] [*]
 

 

...

Dawno mnie tu nie było. Ale wiadomo są wakacje i nie ma się za bardzo czasu żeby wejść i coś napisać. Nie chcę się za bardzo kompa włączać. A telefon może wkrótce kupię nowy więc będę parę razy na dzień pisać. Został tydzień więc już tuż tuż szkoła. Było parę chwil załamania ale oddzielam je grubą kreską. Było dużo najlepszych chwil <3. Chciałabym o nich napisać ale jakoś nie mam czasu żeby usiąść i po prostu pisać. Teraz zachorowałam więc może troszkę poświęcę się blogu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
nie wiem które zdjęcie wybrać



  • awatar Catkin ☆: jej, śliczne! ja bym wybrała 2 :>
  • awatar Zostań proszę ;c: ale mega śliczne *.* Oba piękne ale jak bym miała dodać np. na fb wybrałabym 1 opcje :* Zapraszam:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Ten dzień nie był zwyczajny, choć z pozoru taki sam jak każdy inny,
niepokojąco spokojnie, młodzi ludzie tacy sami jak my,
pragnący żyć, duszne sierpniowe popołudnie,
siedemnasta minut pięć, swe żniwo bez litości zbiera śmierć,
tak po prostu.

1. Biloń
Pamiętam o tym kiedy mijam te tablice,
w codziennym zawale, w walce o lepsze życie,
plama krwi, tam gdzie płonie znicz,
nazwisko X świętej pamięci krzyż,
nasza ekipa, jakby się cofnąć wstecz,
niczym AK lałoby dziś swą krew,
za świata grzech, aż po ostatni wdech,
bohaterów jęk, o nasz spokojny sen,
batalion HG, łączność Juras WSP (elo),
w imię pamięci, dla tych ludzi cześć,
chwała im za to, choć mała wyobraźnia,
jaka była jazda, gdzie gęsto padał trup,
ostatni okrzyk to Hitler kaput,
na Ich cierpienia grób, słowa te do nut,
za Ich trud i głód, szacunek do stóp,
z pokorą ema, bilet publiczny wróg.

Ref:
Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat. /x2


2. Juras
Rzeczywistość walk ulicznych, powstanie,
biało-czerwona opaska na ramię,
schowany w bramie powstaniec,
butelką z benzyną rzuca w czołg,
z dedykacją skurwysynom,
grzmią wybuchy bomb, przez dwa miesiące,
czarne dymy pożarów, zasłoniły słońce,
a po drugiej stronie Wisły – Armia Czerwona ,
spokojnie patrzy jak nasze miasto kona,
nieunikniona klęska powstańców tamtych dni,
dziś oddajemy hołd kawałkiem tym,
i pamiętamy 63 dni chwały,
z pozdrowieniem mówił Juras – dziecko Warszawy.

Ref:
Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat. /x2


3. Wilku
WWA, urodziłem się w tym mieście,
dzięki niektórym mówimy po Polsku jeszcze,
Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy,
tu krwią nasączony jest każdy centymetr ziemi,
idziemy szlakiem nieśmiertelnych bohaterów,
zostawili trwały ślad, trafimy do celu,
tak wielu młodych oddało swój żywot,
dzieci ulicy – to śmierci żniwo,
w jednej godzinie stanęli, by bronić stolicy
na siebie zdani, na siebie mogli liczyć,
dziewięć tygodni, bracia krwi, na miasta gruzach,
ramię w ramię, czwórkami oddział do nieba rusza,
granatów grad, pocisków deszcz, nierówna walka,
na barykadach niepodległości sztandar,
wolność, godność, honor tego nic nie zastąpi,
Powstańcom chwała, Warszawa nie zapomni.

Ref:
Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.


Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!
 

 
Nie chciała urodzić tego dziecka. Brzydziła się sobą. To wszystko przez niego. Ta depresja, próba popełnienia samobójstwa przez takiego chuja. Mama wzięła się w garść i powiedziała, że ma te dziecko urodzić. Potem pójdzie i napisze tą maturę. Pomoże jej w opiece nad dzieckiem. Nie jej wina, że poznała takiego chłopaka. Dziecko w niczym nie zawiniło. Gdy urodziła była szczęśliwa.Dziękowała dla mamy, że powstrzymała ją od radykalnej decyzji i że jej pomogła, wspierała. Po urodzeniu dalej chodziła do szkoły. Zdała maturę. Była szczęśliwa, że ma wspaniałą córkę i mamę. O tamtym chłopaku już nie myślała. Za wiele wspomnień. Po pewnym czasie wykasowała go z pamięci. Teraz? Teraz jest szczęśliwa z innym który pokochał ją i tak samo córkę. Planowali ślub za 2 lata. Każdy był szczęśliwy.
 

 

:D

jutro postaram się coś wieczorem napisać . Dziś jestem strasznie zmęczona. Obowiązki mnie czekały więc wykonałam. Dziś było na spokojnie w domku. Trzeba zbierać siły na jutro . Oby pogoda była ładniejsza od tej o której mówili w pogodzie. A teraz grzmi więc lecę do łóżeczka <3. MIŁEGO WEEKENDU WSZYSTKIM ^^
 

 
"Co dzień widzę Twoje oczy i dotykam Twoich włosów,
A jedyne co chcę słyszeć to barwę Twojego głosu..."
 

 

74.

Ile razy oferowaliśmy naszą miłość komuś, kto na to nie zasługuje. Ile razy spotykaliśmy się z obojętnością i odrzuceniem, ale warto szukać i nigdy nie rezygnować z miłości, która sprawia, że żyjemy.
 

 
Od rana do wieczora nie było jej w domu. Chodziła do szkoły. Potem przebywała z koleżankami albo u taty. Z mamą miała najlepsze kontakty. Na każdy temat rozmawiały. Najlepiej się uczyła bo marzyła o wyjeździe. Przyszedł dzień była już w 2 klasie liceum. Marzyła już o 3. Chciała skończyć i wyjechać na studia za granicę. Pewnego dnia poszła do szkoły. Niechcący stuknęła nowego ucznia. Jak na niego spojrzała to nie mogła nic z siebie wydusić. Był wysoki, blondyn, ciemne oczy. Po pewnym czasie znajomości zaprzyjaźnili się. Każdego dnia on opowiadał o swojej byłej albo jakiejś nowej. Ona smutna i płacząca. Zakochała się w nim i musiała wysłuchiwać o tym jak on tamtą rzucił. Przyszedł dzień w którym wydusiła to wszystko z siebie. Powiedziała mu, że go kocha. On zorientowany nie wiedział co powiedzieć. Po paru dniach on też wyznał jej miłość. Byli szczęśliwi. Dobrze szkło im w szkole. Rodzice jej i jego polubili ich, aż do momentu w którym poszli na imprezę do jej przyjaciółki. Piła, piła i straciła kontrolę nad sobą. Przespała się z nim. Na drugi dzień nic nie pamiętała. Po pewnym czasie zaczęła się źle czuć. Wymiotowała. Mama wiedziała, że to na pewno nie grypa żołądkowa. Dziewczyna poszła do szkoły. Była w fatalnym stanie. Zemdlała. W szpitalu okazało się, że jest w ciąży. Powiedziała to dla swojego chłopaka który ją rzucił. Był z typu chłopaków "wyrucham i zostawię". Dziewczyna załamała się. Za rok matura. A gdzie studia?wyjazd? wszystko skończone.


Ciąg dalszy jutro
 

 
Powiedz mi ile już straciłeś cennych chwil?
Ile już zmarnowanych dni?
Przestań śnić, wczorajsze błędy dziś nie znaczą nic
Obudź się i zacznij w końcu żyć

Powiedziałem parę zbyt łatwych słów, parę zbyt trudnych
Wiem ile można zepsuć w ułamek sekundy
Jestem sumą kilku przeżyć i rozkmin
A wszystko co mam to tylko zbiegi okoliczności
Żyję w pół amoku
Nie wiem, czy drżę przed jutrem, czy to te dłonie na Dualshocku
Może powinienem poszukać lokum, ryty i dróg swych
Żeby się ustawili... a chuj z tym

Nadzieja umiera ostatnia tutaj gdzie mieszkam
To matnia, bo perspektywa umiera pierwsza
A chcę wyrwać z niej fanty czy koła
Ten biznes ma moją lwią część, mantykora
Skojarz, od zawsze postęp to logos
Od za małej bluzy z za dużym logo
Po luksusową marynarę Burberry na miarę, zapach Herrery
Zegarek od Beurera, bengery od Raya i cheri cheri lady
Rozumiesz mnie?!
Świat jest mój, więc niech daje mi to czego chcę
To dobra pora by wziąć w ręce życie
Tak wygląda krajobraz po eklektyce
Jem słodycze i myślę o niczym, czując gorycz
Nawet nie chcę słyszeć, ile mogłem zrobić do tej pory, już.
Ile mogłem zrobić do tej pory już
Ile, ile?

Powiedz mi ile już straciłeś cennych chwil?
Ile już zmarnowanych dni?
Przestań śnić, wczorajsze błędy dziś nie znaczą nic
Obudź się i zacznij w końcu żyć
 

 

Ten nudny dzień
Niechlujnie w nim Ty
Autobus nie nasz
Na przystanku my
By czas zabić w grach
Chcę sama się grać
Jej temat to mgła
Bezsilna jak ja, gdy milczę

Bądź dużym chłopcem i
Przestań do mnie słać pytania
Twe słowa to ciągi liczb
Nie ułożę z nich równania
Nie umiem być suką, a
A Ty sypiesz mi piach w oczy
Mam dosyć już chłopców, co
Nie potrafią mnie zaskoczyć

Miesiąc już,
Zostawiam bez słów
Zwiotczałe Twoje próby
Nie chcę byś kradł
Mój cenny czas
Na uprawianie nudy
Ty to nie wiatr,
Co sprawia, że
Łopoczą moje żagle
Chcę mężczyzny, co
Wywróci mój świat i
Porwie nagle

Bądź dużym chłopcem i
Przestań do mnie słać pytania
Twe słowa to ciągi liczb
Nie ułożę z nich równania
Nie umiem być suką, a
A Ty sypiesz mi piach w oczy
Mam dosyć już chłopców co
Nie potrafią mnie zaskoczyć

Na pewno gdzieś za rogiem
Jest ktoś dla kogo Bogiem
Się staniesz i kto Ciebie
Śnił wciąż tylko dla siebie

Bądź dużym chłopcem i
Przestań do mnie słać pytania
Twe słowa to ciągi liczb
Nie ułożę z nich równania
Nie umiem być suką, a
A Ty sypiesz mi piach w oczy
Mam dosyć już chłopców co
Nie potrafią mnie zaskoczyć / x2
 

 
Pojechałam z siostrą na koncert. Spotkałam się z jej znajomymi. Posiedzieliśmy pod parasolami przy bulwarach. Miło było i po paru godzinach poszliśmy się przejść. Na amfiteatrze było dużo ludzi i czekali na zespół "ŁĄKI ŁAN". Usiedliśmy na widowni i oczywiście ten zespół się spóźnił. Jak zaczął grać byłam pod wrażeniem. Muzyka była zajebista. Szkoda, że musiałam wracać szybko. Potem nie miałam bym jak wrócić. Wszyscy tańczyli, śpiewali. Chciało się tam po prostu dłużej bawić. Śmiesznie byli ubrani. Mam tylko jedno zdjęcie bo aparat jest zjebany. We wtorek znowu w plener
 

 

73.

Kiedy na Ciebie patrzę coś w środku bardzo mnie boli. Jakbym miała obowiązek wiedzieć coś o Tobie, ale nie miała szansy go wypełnić. Znać ulubiony kolor, piosenkę, zapach. Czuję się dziwnie, tak jakbyśmy znali się bardzo dobrze, ale o sobie zapomnieli. Tak jakby coś ciągnęło mnie w Twoją stronę, co jest zupełnie pozbawione sensu
 

 

72.

Nie da się w życiu być zawsze porządnym człowiekiem, ale w miarę możliwości trzeba się postarać, żeby nie być bydlakiem.
 

 
Szklanka jest napełniona do połowy a nie pusta
Ktoś widzi to na opy, ale nie gadam o gustach
Dla oczu uczta, każdy frustrat niesie w rekach pustak
Powstanie mur, aż do chmur, po drugiej stronie lustra
Sprawdź no tych koleżków jak budują ścianę przeszkód
Chyba są na skraju lub na haju w kraju zimnych Leszków
Mają chore loty, jak despoty z Ceausescu
Mamy wizję spadku po prapradziadku Mieszku
Praktycy nie teoretycy dokonują cudów
Zamiast się chmurzyć próbuj, zamiast burzyć buduj
Moje metafory pożywką są dla ludu
Dlatego je namnażam, a nie uprawiam voodoo
Kiedy w końcu skumasz – każdy kij ma dwa końce
Będzie rozpierać Cie duma a nie suma zwątpień
Nie da się iść prosto to dziś po przekątnej
Na czas czeka braw na czas twych wystąpień

Pozytywnie dziś w mojej głowie negatywnie
Jest despotycznie
No co ty gadasz sympatycznie
Fest konstruktywnie
Słowo po słowie destruktywnie
Kreśl P O S T Y M I S T Y CZNIE
/2x

Szklanka jest napełniona do połowy, a nie pusta
Jak chcesz to dolej do niej wody, nie nabieraj w usta
Choć milczenie jest złotem to, to złoto jest dla głupca
Wiec chętnie ci opowiem o tym jak obrałem swój szlak
Na drodze są przeszkody, ale to tylko wskazówka
Jak obejść je, zdobyć metody, na pozbycie [?]
Co nie jedna to głowy dwie i oby dwie do jutra
Pożegnają problemy twe, jak nie to zmienisz układ
Jak nie przejdę na piechotę, to polecę samolotem
Jak nie będę na to floty miał to wezmę najpierw rower
A później za robotę, zdobyć odrzutowiec,
Nie ma, że nie da się, jak się da, patrz jak ja to robię
Człowiek to nie metal ma dwie strony wiec nie narzekaj kurwa
Uderzaj głową w mur aby mieć murowany tur
Rób tak by ugrać to co nie zdobyte
Nigdy nie dosięgniesz sufitu, gdy podłoga będzie szczytem

Pozytywnie dziś w mojej głowie negatywnie
Jest despotycznie
No co ty gadasz sympatycznie
Fest konstruktywnie
Słowo po słowie destruktywnie
Kreśl P O S T Y M I S T Y CZNIE
/2x
 

 
robiłam zdjęcia i jedno z nich tylko mi się udało i nie wiem czy je wstawić?
jak myślicie?
LICZĘ NA WASZĄ POMOC <3

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

71.

I nawet jeśli będzie
Mi kurewsko źle
Na pytanie: co u Ciebie?
Odpowiem, że radzę
Sobie świetnie ...